Ostatni tydzień obfitował w wizyty –
zapowiedziane i nie - więc mam się nad czym zastanawiać. Uderzyło
mnie to jak łatwo zapomniałam, że dla dziecka szafa może stać
się pociągiem, łóżko motorówką, a dywan plażą. Mój powrót
do dziecięcego myślenia został wymuszony przez pewnego
pięciolatka. Dzieci niosą ze sobą błogosławieństwo wyobraźni.
Trudno mi uwierzyć, że ten pięciolatek wyrośnie kiedyś na
zbuntowanego nastolatka. Widziałam już ten proces wielokrotnie,
wiem, że nie można go powstrzymać, ale żałuję... Gdybym była
Faustem krzyknęłabym w zachwycie „Chwilo trwaj!”.
Przypomniałam też sobie, że jeśli w
jednym pokoju znajdzie się mężczyzna i niedokręcona śrubka,
kobieta będzie musiała szukać odpowiedniego klucza we własnym
schowku z narzędziami, bo żaden mężczyzna nie przejdzie obojętnie
obok kobiety w opałach, nawet jeśli zagraża jej tylko lekki odchył
fotela. Nie powiem... taka troska jest nawet przyjemna, chociaż
szkoda, że wizyta nie została zapowiedziana. Miło czasami zwalić
na kogoś innego swoje drobne problemy.
